Każdy z nas ma takie marki, które kojarzą się z domowym ciepłem, dzieciństwem i absolutnym spokojem. Dla mnie taką marką od zawsze był Herbapol. Kiedy myślałam o tych produktach, przed oczami miałam wyłącznie parujący kubek pysznej, aromatycznej herbatki ziołowej na chłodne wieczory albo kultowy syrop malinowy. Zioła, natura, tradycja – to była moja definicja Herbapolu. Do czasu. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy w najnowszym boxie od Pure Beauty znalazłam to słynne zielone logo. Moja pierwsza myśl? „Herbapol robi kosmetyki? Przecież oni znają się na naparach!”. Szybko jednak dotarło do mnie, jak genialne to połączenie. Skoro marka od dekad jest ekspertem w selekcji najlepszych polskich ziół i roślin, to kto lepiej wykorzysta ich moc w pielęgnacji skóry?Moje serce (i przesuszona skóra) natychmiast skradł odżywczy krem do rąk z serii Herbapol.
Co sprawiło, że przepadłam?
- Genialny skład: Zawiera aż 94% składników pochodzenia naturalnego.
- Eksplozja owoców i olejów: Połączenie marchewki, soczystego mango oraz oleju babassu to prawdziwa petarda.
- Działanie: Krem błyskawicznie się wchłania, nie zostawia tłustego filmu, a dłonie natychmiast stają się jedwabiście gładkie i głęboko odżywione. Do tego ten zapach – obłędny!
Teraz mój wieczorny relaks wszedł na zupełnie nowy poziom. Parzę ulubioną melisę z Herbapolu, a w międzyczasie wmasowuję ten genialny, marchewkowo-mangowy krem w dłonie. Kompletny rytuał dla ciała i zmysłów.
Herbapol udowodnił, że tradycja może iść w parze z nowoczesną, świetną pielęgnacją. A Wam z czym przede wszystkim kojarzy się ta marka? Wiedzieliście w ogóle o istnieniu ich kosmetyków i tego hitowego kremu do rąk, czy tak jak ja – żyliście w "herbacianej" niewiedzy?
Współpraca reklamowa




It seems like a great product!
OdpowiedzUsuń